Dotychczasowe trzy powieści Anny Cieplak układają się w coś na kształt tryptyku o dorastaniu. „Ma być czysto” było opowieścią mierzącą się z problemami nastoletniości, „Lata powyżej zera” przypominały podszyte sentymentem pożegnanie z beztroską młodości, a najnowszy „Lekki bagaż” to już historia wczesnej dorosłości, gdzie „bycie na swoim” bynajmniej nie oznacza życia usłanego różami. Już na starcie nowa powieść Cieplak ma znacznie trudniej niż jej dwie poprzednie książki, ponieważ autorka porzuca tym razem wabik nostalgii, stawiając raczej na interwencjonizm i nerw publicystyczny. Trudno nie zauważyć, że jej książka to szpila wbita w interesowną krótkowzroczność polskiej polityki samorządowej, która w wymiarze społecznym często najzupełniej zawodzi.

W pewnym sensie pisarstwo Anny Cieplak kojarzy mi się z praktyką reporterską Justyny Kopińskiej. Dlaczego? Obie autorki doskonale zdają sobie sprawę ze społecznego wymiaru zła, są więc wstrzemięźliwe w ocenach. Ono nigdy nie przychodzi z zewnątrz, nie spływa na człowieka z jakichś niewiadomych metafizycznych źródeł. Jest wynikiem procesu zaniedbań, odrzucenia, napiętnowania – dojrzewa, stopniowo eskaluje i – co gorsza – obradza. Tę świadomość ma również bohaterka „Lekkiego bagażu” – Wera. To mieszkająca w Cieszynie działaczka społeczna, prezeska założonej przez siebie fundacji „I Kropka”, która na co dzień toczy batalie z władzami miasta, próbując poprawić sytuację socjalną w swoim małym rodzinnym miasteczku (podzielonym wedle nieformalnej polskiej tradycji na patologiczny Broadway i perspektywiczny Manhattan).

Wera to trochę taka Cieplakowa wersja siłaczki – w otwierającej powieść scenie rozsyła co prawda CV do różnych miejsc (niby szuka pracy), ale ostatecznie nie decyduje się wyjechać z Cieszyna. To silna kobieta, mimo iż sytuacje, z którymi musi mierzyć się jako aktywistka społeczna – przepychanki w starostwie, numery wykręcane przez beneficjentów – prowadzą ją na skraj załamania nerwowego i depresji. Autorka tak prowadzi fabułę powieści, byśmy uwierzyli, że wraz z wygaśnięciem zapału i zaangażowania Wery, ucierpią zwykli  ludzie nieradzący sobie ze swoim życiem. Nie da się więc nie kibicować bohaterce i nie załamywać rąk nad nieporadnością, koniunkturalizmem i prowincjonalnością polityki lokalnej, która wydaje się interesować wszystkim poza udzielaniem realnej pomocy ludziom z tzw. marginesu. Jest więc „Lekki bagaż” lekturą nieco tendencyjną, która wtajemnicza czytelnika w meandry rozmaitych, nierzadko absurdalnych zagrań władzy po to, by uczynić z niego stronnika potakującego ze zrozumieniem (współczuciem?).

Cieplak dużo miejsca poświęca nakreśleniu sylwetek postaci – to akurat całkiem mocna strona jej pisania, że (przymknijmy na chwilę oko na dialogi) potrafi stworzyć dość naturalną rzeczywistość emocjonalną, która wciąga (mnie wciąga!). Nieźle się to w sumie czytało. Szkoda tylko, że orbitowanie wokół postaci wymyka się autorce, która w nowej powieści zaniedbuje nieco fabułę – można odnieść wrażenie, że zwłaszcza pierwsza część „Lekkiego bagażu” jest jednak mocno statyczna.

Poza Werą mamy tu jeszcze kilku równie ważnych bohaterów. To, m.in. jej współlokator Paweł, zwany ze względu na swoją byłą „Olkowym”, nauczyciel języka polskiego w cieszyńskim gastronomiku; współprowadzący fundację: Kamila i cierpiący na powracającą depresję Jacek. Do tego trzeba jeszcze wspomnieć o rodzeństwie – Dagmarze i Darku Świeżych. Ona jest wyrosłą z patologicznej rodziny dwudziestoparolatką, która pracuje w barze „Kurczak”, a poza tym dorabia w fundacji Wery, starając się wymazać trudną przeszłość. On, zwany beneficjentem to z kolei „ulubieniec” Wery, chłopak, któremu udało się poukładać jakoś życie, mimo iż w jednej z kluczowej dla fabuły scen, zawodzi, ulegając argumentom siły i sprowadzając na fundację kłopoty.

Nie brak w „Lekkim bagażu” pewnego nienarzucającego się wszakże patosu, może nawet egzaltacji, będących najprawdopodobniej ceną silnego zaangażowania samej autorki. Trudno nie pomyśleć, że w postaci Wery jest zapewne dużo z samej Anny Cieplak, która – jak skądinąd wiadomo – ma niemałe doświadczenie zdobyte w podobnej co bohaterka pracy społecznej.

Dużo już pojawiło się zrzymania na tę powieść – że zbyt publicystycznie, że płasko,że nudno,  że to wszystko przecież było, że wiemy, bo Internet, gazety itp. Spoglądając jednak na „Lekki bagaż” jak na pewną całościową propozycję, sądzę, że autorce udało się całkiem nieźle opisać (i odczarować) jakiś niewielki fragment tak zazwyczaj hołubionej Polski samorządowej, która wygląda jednak zupełnie inaczej z perspektywy małego miasteczka niż z nieboskłonu Warszawy czy Krakowa. Chyba nienajgorzej, że ją poznajemy. Wydaje mi się, że Cieplak jest w tej książce bardzo szczera i mimo iż raczej nie zabrałbym „Lekkiego bagażu” na bezludną wyspę (że zaryzykuję taką błyskotliwą frazą) – bo to strzał szybki i jednorazowy jak każda interwencja czy powieść z tezą – to nie mam wcale poczucia, że to rzecz niepotrzebna i zupełnie oczywista.

 6/10

Anna Cieplak, „Lekki bagaż”, Znak 2019

Reklamy